Kolacja u nieznajomych? Idea z Salwatora podbija sieć

.Joy .TV Środa 07 grudnia 2016, 14:28
Autor: Karolina Gawlik

Pójść na kolację do domu obcych ludzi, jeść z nieznajomymi i jeszcze za to płacić – gdzie tu sens? W smaku i ludziach.

Większość z was słyszała o programie „Ugotowani”, gdzie kilku kucharzy gotuje w swoich domach, zaprasza siebie nawzajem, a na końcu wystawia ocenę. Eataway to podobna inicjatywa, ale bez elementu rywalizacji. Portal to nie tylko baza kucharzy, ale raczej rodzaj społeczności. Dopóki sam nie organizujesz posiłku, nie wymaga to od ciebie żadnego wysiłku. Po prostu zakładasz konto, zaznaczasz swoją miejscowość, a później wybierasz kolację.

Odstraszały mnie ceny

O portalu usłyszałam pierwszy raz w zeszłym roku, zalogowałam się przez Facebooka, ale jakoś nigdy nie mogłam się zebrać. Odstraszyły mnie ceny, poza tym wolałam iść do restauracji ze swoimi znajomymi. Ale jak to w restauracjach bywa, każdy wie – zanim się dobrze zje, trzeba zrobić porządny research. Na Eataway recenzje kucharzy – jak w Uberze czy na Bookingu – widzimy jak na dłoni. Co istotne, jedzenie z różnych regionów świata najczęściej robią osoby, które stamtąd pochodzą. Najczęściej widuję kuchnię orientalną i polską, ale zarejestrowanych kucharzy jest mnóstwo.

Mój pierwszy raz

Moja pierwsza kolacja to właśnie kuchnia orientalna. W roli debiutantów Natalia i Wu w niewielkim mieszkaniu na Krowodrzy. Ona fotografka kulinarna z Krakowa. On – sushi master pochodzenia tajwańskiego z Brazylii. Poznali się, gdy robił u nas doktorat z metalurgii. Tak tęsknił za Krakowem, że po trzech miesiącach od powrotu przyjechał znowu. Połączyła ich miłość do sushi, więc korzystając z pobytu Wu, chcieli się nią podzielić z innymi – tak trafili do Eataway.

Wegatariańska tempura, sushi w sześciu odsłonach (najlepsze i najładniejsze były futomaki z burakiem) oraz żeberka w sosie majonezowo-musztardowym typowe dla kuchni brazylijskiej – tak nas nakarmili. Do tego wszystkiego wina i ciasta przyniesione przez gości. Cena: zaledwie 35 złotych. Zazwyczaj jednak trzeba zapłacić więcej, średnio 80 złotych.

Jedzenie na drugim planie

Od razu poczułam flow z gospodarzami. Po pierwszych 15 minutach wiedziałam, że jedzenie – choć bardzo ważne – zejdzie na drugi plan. I rzeczywiście, w Eataway najbardziej urzekli mnie ludzie. Granice wiekowe: 24 - 86. Pochodzenie: Polska, Brazylia, Stany Zjednoczone. Poznałam m.in. słynną biochemiczkę na emeryturze, biznesmana, blogerkę, organizatorkę medytacji, gitarzystę, a także samą założycielkę EatAway – Martę. Wystarczył jeden wieczór.

fot: Martyna Taras

"Wkurzony" pomysł

Eataway to portal, który urodził się w mieszkaniu Marty na Salwatorze. Przetłumaczono go już na 16 języków, pracuje w nim 10 osób. Oprócz uczestnictwa w kolacjach, można też zamawiać jedzenie do domu. Marta chce nim zdobyć świat.

Wkurzało mnie, że w turystycznych miastach tak trudno o dobre jedzenie, dlatego założyłam Eataway. Szczególnie jak jesteś z obcego kraju, chcesz poznać lokalsów, a nie siedzieć sam jak kijek w knajpie

Marta Bradshaw, założycielka serwisu EatAway

Owszem ceny mogą odstraszać. Ale jak zobaczyłam, ile trzeba ogarnąć na taką kolację i jaka to odpowiedzialność gotować dla tylu ludzi, zmieniłam zdanie. Zazwyczaj cena posiłku to właściwie zrzucenie się na koszty całego wieczoru. Bywają kucharze, którzy traktują to jak biznes i zakładają własną działalność, ale wcale się z tym nie kryją.

To, co bezcenne

W dzisiejszym zagonionym świecie brakuje mi tego, żeby po prostu wspólnie siąść, pogadać, pośmiać się. A jak można to zrobić przy pysznej kolacji, w którą ktoś wkłada serce – perfekcyjnie. Tym bardziej że Eataway walczy, żeby z bazy kucharzy rozwinęła się sieć sąsiedzka. Wyobrażacie to sobie? Brakuje ci domowej, polskiej kuchni, więc wpadasz na pierogi do pani Marii blok obok.

Wiȩcej na ten temat >